Już niebawem zapraszam na nową odsłonę bloga pod adresem www.bardzoosobiste.pl
Pinterest
Facebook
Instagram
O MNIE
I CO DALEJ Z BLOGIEM WYMARZONYDOMANI.BLOGSPOT.COM?
KRÓTKO O MNIE
Hej! Jestem Anna Pryć-Futkowska i przez kilka ostatnich lat "Wymarzony Dom Ani" był moim wyjątkowym miejscem. Ale tak jak zmieniam się ja, tak zmienia się te tenż blog.
Po mojej fascynacji wnętrzami i DIY pozostała miłość do estetyki, stonowanych kolorów. Praca z drewnem nauczyła mnie szacunku do natury i pracy ludzkich rąk.
Rok temu zaczęłam nowy rozdział mojej artystycznej działalności - i właśnie tę część mojego świata znajdziecie niebawem na NOWYM BLOGU
CAŁA JA
CO DALEJ Z BLOGIEM?
Od października 2019 blog będzie funkcjonował pod nowym adresem www.bardzoosobiste.pl.
Od roku zajmuję się malowaniem. Ołówek, akwarele, cienkopis - to teraz moje narzędzia i pracy i narzędzia do wyrażania moich emocji. Kobiecych emocji, które bardzo mnie fascynują. Dużo moich prac i przemyśleń na temat malowania i kobiecości znajdziecie na nowym blogu.
A także artykuły o kreatywności, pracy freelancera, samooakceptacji i kobiecym ciele... i dużo, bardzo dużo moich ilustracji.
Już dziś zapisz się na newsletter i nie przegap startu nowego bloga! Czekam tam na Ciebie
BLOG - POSTY ARCHIWALNE
NA NAJNOWSZE POSTY BLOGOWE ZAPRASZAM OD PAŹDZIERNIKA 2019 NA WWW.BARDZOOSOBISTE.PL
Jak połączyć pracę z pasją? 10 podstawowych błędów początkujących przedsiębiorców
Czy pasja i praca to dobre połączenie?
Wszystkie znaki na niebie i ziemi, media i kolorowe czasopisma, blogi i social media. Wszyscy dziś zachęcają nas by „pracować z pasją”. Pasjobiznes jawi się jako jedyna słuszna droga kariery. Precz etaty, precz korpo-ludki!
„Rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia w swoim życiu”.
Właśnie na fali entuzjastów samozatrudnienia popłynęłam ponad cztery lata temu – rzucając bezpieczny etat (a właściwie nie powracając do pracy po urlopie wychowawczym) i otwierając własną firmę. Zdecydowałam, że chcę połączyć pracę z pasją. Miały być jednorożce, tęcza i fajerwerki każdego dnia. Nieprzerwany strumień pieniędzy, które miałam zarabiać łatwo, lekko i przyjemnie robiąc to co kocham. A jest…ciężko.
Więc jak połączyć pracę z pasją? Da się?
Odpowiem jak prawnicy – „to zależy”. Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz – to jedno jest pewne. Ale zanim spróbujesz – przeczytaj to co napiszę poniżej, czyli jakie podstawowe błędy popełniasz budując własny biznes oparty na pasji.
Skąd je znam? Popełniłam WSZYSTKIE!
To nie jest poradnik teoretyczny, nie przeczytałam tego w mądrych książkach. To jest moi drodzy samo życie – moje czteroletnie zmaganie z budowaniem własnej marki, dzień po dniu.
...
Kochani, nadszedł czas na zmiany. Dalszą część całego, mega napakowanego wiedza posta, znajdziecie już na nowej stronie:
Od dziś to wlaśnie tam pojawiać się będą wartościowe artykuły na temat samatrudnienia, pracy na własny rachunek, kreatywności i twórczego podejścia do zadań. Tam też będziecie odnajdywać darmowe materiały do pobrania, grafiki i kalendarze.
Zastanawiasz się czasami jak naprawdę wygląda praca twórcza? Taka, w której wymyśloną ideę wprowadza w życie krok po kroku bazując na własnych umiejętnościach i pracy własnych rąk.
Czy ten proces wygląda jak w filmach - genialna idea, praca z błyskiem w oku, gdzie wszystko rodzi się niemal samo, z motywującą muzyką w tle. I wielki finał, fajerwerki i spektakularny sukces.
Hm...być może.
Są projekty, które powstają pod wpływem chwili, impulsu. I okazują się być doskonałe. Większość jednak rodzi się "w bólach". wiele pozostaje na dnie szuflady czekając na lepsze chwile.
Początkowo chciałam przytoczyć mądre słowa, poszczególne, naukowo opisane fazy procesu twórczego, aż znalazłam najlepszy i najprostszy sposób przekazania tego jak naprawdę to wygląda. Bez ściemy :)
No tak. Cóż mogę dodać...może tylko napiszę słów parę jak przebrnąć przez pierwsze pięć faz, by z sukcesem odśpiewać "We are the champions" na końcu :)
1. TO JEST NIESAMOWITE, GENIALNE!
Ten etap osiąga wiele z nas. Do głowy przychodzi wspaniały pomysł, nowatorskie podejście, zupełnie oryginalna technika wytwarzania. Mózg aż paruje, chcemy natychmiast chwytać za narzędzia, maszyny, zając ręce pracą i pokazać światu nasze dzieło życia!
Dobra rady od matki wielu (tak mi się wydawało) genialnych pomysłów:
zanim zaczniesz wcielać je w życie sprawdź koniecznie czy ktoś nie wpadł na to wcześniej i nie zrobił tego dokładnie w ten sposób. To zaoszczędzi Ci mnóstwa pracy i nerwów. Z dwojga złego - lepiej wiedzieć to na starcie niż finiszu ;),
zapisuj wszystko, każdą ulotną myśl - te najlepsze lubią wpadać do głowy w najmniej spodziewanych momentach, np. tuż przed snem lub podczas jazdy autem. Gdy nie mam przy sobie mojego BUJO (Bullet Journal) to notuję w telefonie, robię w nim szkic lub nagrywam notatkę głosową. W domu na spokojnie wpisuję pomysł do notatnika,
spisz na kartce dlaczego ten pomysł jest genialny!
2. CHOLERA, TO TRUDNIEJSZE NIŻ SIĘ WYDAWAŁO
Tu zaczynają się schody. Genialna idea pokazuje rogi. Ten etap nazwałabym RZECZYWISTOŚĆ. Okazuje się, że czegoś po drodze brakuje. Czasem wiedzy, czasem warsztatu, umiejętności, dobrego dostawcy, materiału. To moment kiedy potrzebujesz dobrego planu pracy. Jesteś zmotywowana, gotowa do podjęcia rękawicy i walki.
Dobra rada:
spisz plan działania i podziel pracę (jeśli wymaga więcej czasu) na etapy,
znajdź najtrudniejszy punkt i pomyśl spokojnie jak możesz go uprościć, rozwiązać, i jakich narzędzi potrzebujesz do tego,
pytaj; podobno kto pyta nie błądzi, coś w tym jest;
3. TO JEST DO BANI
Impas. Dobijasz do ściany. Jeden z problemów urasta do rangi NIE-DA-SIĘ.
Nagle zaczynasz dostrzegać wiele minusów, wad (a nawet wyłącznie same). Genialny wcześniej projekt staje się dla Ciebie brzydki, niedopracowany, zupełnie niezgodny z wyobrażeniami. Masz go dość. W tej fazie wiele projektów kończy swój żywot. I nic w tym złego, bo pewnie niektóre z nich właśnie taki koniec powinny mieć. Selekcja naturalna. Czasem jednak warto zacisnąć zęby i zamiast rozbijać tę ścianę głową po prostu ją obejść.
Dobra rada:
nie bądź swoim największym krytykiem, poproś o ocenę kogoś, kto "siedzi w temacie" (i błagam niech to nie będzie partner ani mama),
pamiętasz kartkę z informacją dlaczego ten pomysł jest taki genialny? - powieś ją nad biurkiem, w warsztacie. Przypomnij sobie dlaczego chcesz to zrobić i jakie płyną z tego korzyści,
włóż pomysł do szuflady, odpocznij, a potem wyjmij go i ze świeżą głową zacznij jeszcze raz.
4. JA JESTEM DO BANI
To jest TEN moment, w którym wątpisz we wszystko co wyszło z Twoich rąk do tej pory. Teraz chcesz tylko zakopać się pod kocykiem i pochlipać w samotności nad swoim nieszczęściem.
"Nie umiem, nie dam rady, jestem beznadziejna, po co ja to robię, nikt tego nie kupi" - to teraz najczęściej powtarzane słowa i myśli.
SERIO????
Jedną pracą przekreślasz cały swój dorobek? Kwestionujesz swoje umiejętności, wiedzę, talent. Daj spokój, szkoda czasu.
Dobra rada:
przeczekaj. Cóż ja mogę więcej napisać. Odpuść, odpocznij, wyśpij się, zamij się czymś innym. Przeczytaj wszystkie dobre słowa dotyczące swojej pracy, zobacz ilu ciekawych, pięknych ludzi poznajesz dzięki swojej pasji, ilu ludzi chce mieć coś stworzonego przez ciebie w swoim domu;
zrób coś kreatywnego, ale zupełnie innego niż dotychczas. Spróbuj czegoś nowego, a całkiem możliwe, że to zainspiruje Cię do zrobienia kolejnego, przełomowego kroku w Twoim projekcie.
5. MOŻE JESZCZE COŚ Z TEGO BĘDZIE
Ufff...nareszcie. Wychodzisz z impasu. Coś drgnęło, największy problem został rozwiązany i najtrudniejsze już za Tobą. Teraz będzie z górki (albo prawie z górki). Wracają siły, energia do działania, zapał. Światełko w tunelu coraz jaśniejsze. Dotychczasowe mankamenty są jakby mniejsze, część z nich staje się nawet zaletą. Idź tą drogą.
Dobra rada:
daj się ponieść tej fali, teraz praca będzie szła szybko. Nie rozpraszaj się, skup się na dokończeniu projektu;
informuj innych, że taki projekt powstaje. Jeśli możesz - wrzucaj "zajawki" do mediów społecznościowych, na swoją stronę. Nic tak nie mobilizuje do pracy jak pytania zniecierpliwionych, czekających potencjalnych klientów lub po prostu miłośników twoich prac. Teraz już MUSISZ go dokończyć!
6. TO JEST NIESAMOWITE, GENIALNE!
BRAWO TY!
Projekt skończony. proces jego tworzenia zakończył się sukcesem. Teraz możesz pokazać swoje dzieło całemu światu. I czuć dumę.
Ok, ok - włącz "We are the Champions", zasługujesz!
I co? nie było tak źle, prawda?
Czasami zaliczysz wszystkie fazy w ciągu godziny. Czasami dokończenie projektu zajmie ci kilka tygodni, miesięcy, może lat. Czasami, przy odrobinie szczęścia ominiesz te najtrudniejsze etapy. Najważniejsze - nie poddawaj się. Ukończ pracę.
A jak to jest u Ciebie?
Zabierasz się za nowy projekt? A może jesteś właśnie w martwym punkcie (chlipiąc pod kocykiem)? Czy zbierasz plony i świętujesz już sukces?
Bardzo długo przymierzałam się do stworzenia kolejnej kartki z kalendarza dla Was. Tak długo, że otrzymujecie ją ode mnie tydzień po czasie.
Dlaczego?
Wiosenne pejzaże - mimo szczerych chęci ich stworzenia, nie są moim ulubionym tematem. Radosne kolory to jednak teren, po którym ja sama poruszam się jak po polu minowym. No nie przepadamy za sobą, co tu dużo pisać.
Jednocześnie obiecałam pejzaż co miesiąc. A ja nie lubię zrywać obietnic.
Z tego powodu przez ponad tydzień biłam się z myślami jak rozwiązać ten problem. A potem po prostu zapytałam Was - którzy śledzicie moje poczynania także na instagramie (KLIK) - co sądzicie o zmianie tematyki.
Zapytałam, zasugerowałam, a po dwóch godzinach już usiadłam do kolejnego wspólnego malowania z Wami na InstaStories. Tym razem zupełnie bez planu, bez wstępnego szkicu, bez przygotowania. Totalny żywioł. Zupełnie jak nie ja. Nie w moim stylu... To nie mogło się udać...
I wiecie co? Było fantastycznie!
Mimo rozładowującej się baterii, tableta, który nie chciał stać w miejscu, ciągłych telefonów, które przerywały transmisję i światła, które zupełnie ze mną nie współpracowało. Udało się. Powstała kolejna, kwietniowa już kartka z kalendarza, którą dzisiaj oddaję w Wasze ręce.
Może to wiosna sprawiła?
A może ja po prostu lubię z Wami malować :)
PLIKI KALENDARZA KWIETNIOWEGO:
przystosowane do wysokiej jakości druku (min. 300 dpi),
do wydrukowania na każdym rodzaju papieru formatu A4 (29,7 x 21 cm) - nie ustawiajcie marginesów przy drukowaniu,
zapisane w formacie PDF do druku i formacie JPEG jako tapeta na smartfony i tablety,
do wykorzystania w celach prywatnych,
zabronione do użytku komercyjnego, kopiowania i udostępniania w celach zarobkowych.
Nie znam większego, prawdziwszego, piękniejszego przepisu. Nie znam rady, która obejmowała by wszystkich - tak jak ta.
Kochajcie - siebie, innych, Tego co ponad Wami. Wierzcie, ufajcie. Czy jako Katolicy, Buddyści, Zielonoświątkowcy czy Agnostycy. Bądźcie dobrymi ludźmi, którzy kochają. I są kochani. Dawajcie dobro i otrzymujcie je z powrotem. Ufajcie, że jest Ktoś, Kto Was prowadzi i nad Wami czuwa. I chce, żebyście kochali mocno. Nad życie.
Wszystkim, którzy w najbliższych dniach będą świętować Wielką Noc - życzę przede wszystkim tej miłości. I spokoju. W sobie i wokół siebie. Rodzi się nowe, jak co roku. Nowe życie, nowe obietnice, nowi my.
Wszystkim tym, którzy Tych dni świętować nie będą - życzę ... przede wszystkim tej miłości. I spokoju. W sobie i wokół siebie. Rodzi się nowe, jak co roku. Nowe życie, nowe obietnice, nowi my.
Przecież wszyscy jesteśmy z tej samej gliny. Wszyscy możemy kochać i tę miłość dostawać. Nie tylko po to, by być wzorowym Chrześcijaninem. Po to by być dobrym człowiekiem. I żyć w zgodzie ze sobą i innymi. To najpiękniejsze co możemy zrobić.
Niech nadchodzące piękne dni będą spokojne, pełne nadziei i wiary w dobre jutro i w drugiego człowieka
Kreatywność to jest taka bestia, która nie lubi głodzenia. Wtedy kurczy się, znika, usycha. Ona kocha jeść. Żywi się aktywnością, dokarmiana rośnie i rośnie, bez końca. Czasem nawet przeraża samego właściciela i musi być poskramiana.
Na początku stycznia opisałam 10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO BYĆ KREATYWNYM NA CO DZIEŃ (KLIK).
Dzisiaj chciałam napisać Ci jak karmić kreatywność i pobudzać ją do wzrostu.
Na brak pomysłów nie mogę narzekać. Już od dawna nie miałam i ich aż tyle!
5 SPOSOBÓW NA POBUDZENIE KREATYWNOŚCI:
1. ĆWICZ, ĆWICZ, ĆWICZ...I RÓB PRZERWY
No banał, wiem. Ale bez tego banału nie zrobisz ani kroku do przodu. Nie da się poprawić białej kartki, kawałka surowego drewna, motka włóczki czy melodii, która brzmi tylko w głowie. Żeby się rozwijać musisz próbować, poprawiać i ćwiczyć, uparcie i konsekwentnie... ale zadbaj też o przerwy i czas na sen. Znalezienie balansu jest na początku bardzo trudne, bo kreatywne zajęcia potrafią działać jak narkotyk. Pochłaniają cały Twój czas, a potem, wraz z pierwszymi czy kolejnymi porażkami szybko powodują zniechęcenie i wypalenie. Brak "weny" to po prostu zmęczenie. Zawsze pomaga odpoczynek. Czasem godzinę, czasem dzień, a czasem miesiąc.
2. STAWIAJ SOBIE WYZWANIA I BĄDŹ CIEKAWSKA
Jeszcze do niedawna (a mam 35 lat) zarzekałam się, że nigdy nie tknę farb. Wierna byłam ołówkowi i węglom przez wiele lat. Po czym moja miłość do rysunku skurczyła się, wręcz skończyła. Nie widziałam dla niej miejsca w moim życiu, znudziło mi się. Węgle i ołówki pochowałam w kartonach i szafach. Miłość do malowania zamieniłam na miłość do tworzenia w drewnie. I znów cały proces powtórzył się, aż do momentu, gdy poczułam głód czegoś nowego.
To był idealny moment by sięgnąć po farby, pióro i tusz. Od razu skoczyłam na główkę do głębokiej wody. Na Instagramie wyszukałam kreatywne wyzwania i do nich dołączyłam, pierwsze kroki stawiałam i stawiam nadal na Waszych oczach - robiąc live-'y z malowaniem farbami i nagrywając filmiki. Zaczęłam uczyć się kaligrafii i rysunku tuszem i piórkiem. To działa! Zasypiam i budzę się z milionem nowych pomysłów.
By się rozwijać nie stój w miejscu. Poznawaj stare i nowe techniki tworzenia, bierz udział w wyzwaniach kreatywnych w sieci, np. na Instagramie czy facebooku, startuj w konkursach, zapisz się na kurs. Gwarantuję, że Twoja kreatywność będzie rosła z dnia na dzień! Dopytuj, doczytuj, oglądaj filmy instruktażowe, zgłębiaj tajniki. Ciekawość to pierwszy stopień do...kreatywności.
3. OTACZAJ SIĘ KREATYWNYMI I POZYTYWNYMI LUDŹMI
Nie słuchaj maruderów, "po co ci to", "lepiej zajmij się czymś normalnym", "nie zachowuj się jak dziecko". Bądź jak dziecko - ciekawe i dociekliwe. Wyjdź do ludzi, którzy myślą i czują podobnie jak Ty. Bierz udział w spotkaniach, warsztatach, targach, wspólnym tworzeniu. Dołącz do tematycznych grup na facebooku, znajdź fora internetowe, na których razem z innymi pasjonatami będziesz rozmawiać, ćwiczyć i dzielić się wiedzą. Nie bój się krytyki i nie pozwól, by myśl o niej cię paraliżowała. Konstruktywna krytyka pomaga doskonalić warsztat i robić postępy.
4. SZUKAJ INSPIRACJI I BĄDŹ INSPIRACJĄ DLA INNYCH
Kiedy zaczynasz tworzyć naturalnym torem jest przypatrywanie się pracom innych, naśladowanie ich, podglądanie i uczenie się od nich. Nie ma w tym nic złego, bo ten etap jest potrzebny by znaleźć swój własny styl, technikę, materiał, narzędzia. Nikt nie wymyśli koła na nowo. Pamiętaj jednak - nie kopiuj!
By zrozumieć daną dziedzinę sztuki poznaj jej historię, dorobek największych twórców. Bądź na bieżąco z aktualnymi trendami, modą. Poznaj kolor roku (znasz?), najpopularniejszych obecnie artystów.
ALE! Myśl nieszablonowo i rób to co czujesz i tak jak Ty to czujesz. Nie bądź niewolnikiem trendów. Jeśli wszyscy malują kwiaty, a Ty chcesz malować czaszki - zrób to! Jeśli popularny jest kolor różowy, a ty kochasz turkus - używaj turkusu. Wypracuj swój własny styl.
Poza tym inspirację znajdziesz wszędzie - rozejrzyj się. Na spacerze, w aucie jadąc po dzieci i słuchając ciekawej audycji w radio, w muzyce, filmie, podczas małych i dużych podróży, przy dobrym jedzeniu. Podczas czytania książki, artykułu w gazecie, billboardu na ulicy. Czasem będzie to kolor, czasem faktura, zapach, ruch, uśmiech, grymas.
Łącz style, miksuj, próbuj, eksperymentuj, aż pewnego dnia
TO TY BĘDZIESZ INSPIRACJĄ dla innych.
A wtedy masz dwa wyjścia - możesz zamknąć się w kokonie chwały i strzec swych tajemnic pilnie, łypiąc groźnie okiem na każdego kto śmie zapytać Ciebie o radę, poprosić o pomoc, nie daj Boże też namalować roślinę zielonym kolorem (bo przecież Ty na tę roślinę i kolor masz niemal patent). Możesz też przypomnieć sobie jak to było gdy stawiałaś pierwsze kroki, całkiem przecież niedawno. Dzielenie się wiedzą to ogromna frajda - bo moim zdaniem nie ma dla twórcy większego komplementu jak zapytanie go o pomoc czy wskazówkę. To oznacza, że twoja praca jest dla innych na tyle dobra, by być wzorem, że inspiruje ich do działania. Coś wspaniałego, prawda?
5. PISZ ODRĘCZNIE, ĆWICZ RĘKĘ...I GŁOWĘ
Komputer jest super, jednak nic nie zastąpi ołówka i kartki.
Pisanie, malowanie to gimnastyka nie tylko dla rąk, nadgarstków. To doskonałe ćwiczenie dla głowy, bo bardziej pobudza mózg do zapamiętywania i przyswajania zapisanych informacji. Stymuluje procesy kojarzenia, koncentrację, procesy poznawcze, pamięć, orientację przestrzenną i ...kreatywność właśnie! To też jedna z niewielu umiejętności, dzięki której jesteśmy rozpoznawalni, bardzo charakterystyczna dla nas.
Notuj wszystko co wpadnie Ci do głowy, nowe pomysły, ulubione strony, adresy, zasłyszane słowa, cytaty, teksty piosenek, wiersze, które Cię poruszyły. Rób też codzienne notatki, możesz prowadzić np. bullet Journal (o nim napiszę więcej w kolejnych postach), pisać listy, pamiętnik.
Do łask wraca tak przez lata zaniedbywana kaligrafia - czyli sztuka pięknego, starannego pisania. Pióro, stalówka, atrament. Jak dawniej. Albo - w przypadku kaligrafii nowoczesnej - specjalne mazaki-pędzelki, tzw. brushpen'y.
Spróbuj wszystkiego, co tylko przyjdzie Ci do głowy w związku z pisaniem i rysowaniem odręcznym, a to na pewno zaprocentuje.
Teraz wiesz już wszystko. Reszta zależy od ciebie. Wierzę, że Ci się uda, bo wszystko czego potrzebujesz to otwarty umysł, kartka papieru i dużo cierpliwości i determinacji. Do dzieła!
A jeśli sam post i temat był dla Ciebie interesujący - zapraszam do komentowania. Miło mieć jakiś "feedback" od Was.
ILUSTRACJA WYKONANA PIÓRKIEM, CZARNYM TUSZEM I AKWARELAMI
...niech każdy się dowie, ze dzisiaj święto dziewcyyyynek...".
Która z Was jest z pokolenia tych "dziewcynek", które tę piosenkę z okazji "dziękowie" odsłuchiwały w wykonaniu kolegów w przedszkolu? Ręka w górę.
No właśnie. Kolegów. Nie było świętowania bez kolegów. W przedszkolu. W szkole. Potem bez chłopaków, sympatii, narzeczonych, mężów. Nasze mamy czekały na goździki i rajstopy, my na różę z brokatem i całusa. Tylko tak ten dzień można zaliczyć do udanych. W związku z tym rzesza cudownych i wyjątkowych kobiet, które dziś nie doczekają się kwiatka i dobrego słowa, spuści nos na kwintę i uzna dzień za ten jeden z gorszych w roku.
Dlaczego?
Dzień Kobiet to nie dzień oczekiwania na prezenty od Panów. Choć to prawda, że panowie, ich miłość, czułość, dodają nam skrzydeł. Jednak myślę, że Dzień Kobiet to dzień celebrowania własnej kobiecości. Przez nas same przede wszystkim. I zdecydowanie w kobiecym gronie. Taki moment, by rano łaskawiej spojrzeć w lustro i zamiast zmarszczki zobaczyć swój uśmiech. Najlepiej, by nie schodził dziś z twarzy ani na chwilę. No i warto podkreślić go czerwoną szminką - jest taki piękny.
Trudna sztuką jest budowanie w sobie poczucia kobiecości. Choć spotykam na swojej drodze dziewczyny, kobiety, które rodzą się z tym darem, które emanują taką energią i gracją, bez względu na datę urodzin, gabaryty czy fizis. To jednak większość z nas jest w ciągłym procesie budowania samoakceptacji. A jednocześnie walcząc o tę samoakceptację paradoksalnie budujemy ją na opinii innych ludzi.
Nie ma jednego wzorca kobiecości. To prawda, że jesteśmy trochę "programowane" do rodzenia dzieci, opiekowania się domowym ogniskiem. Kobiecość w pierwszej chwili kojarzy nam się z uległością, delikatnością, subtelnością, seksapilem. A jednocześnie walczymy o niezależność, partnerstwo, karierę zawodową. Chcemy mieć wszystko i same sobie przesuwamy poprzeczkę w górę, do absurdalnych poziomów, próbując spełnić wszystkie kryteria. Może warto czasem odpuścić i zastanowić się CZEGO JA CHCĘ i O CZYM MARZĘ, a nie czego oczekują ode mnie inni...
Bo chyba wszystko sprowadza się do tego, by siebie lubić i kochać. I znajdywać czas, by też robić to co się lubi i kocha. Tego błysku w oku nie doda nam żaden makijaż. Wtedy i kochanie nas jest czystą przyjemnością.
Nie wstydźcie się przyznać, powiedzieć głośno "Jestem warta kochania i fajna ze mnie dziewczyna". A Wasza kobiecość poszybuje wysoko.
I pamiętajcie!
Panowie obsypują Was kwiatami KIEDY SAME SIEBIE KOCHACIE I DOCENIACIE
a nie
Jesteście fantastyczne TYLKO WTEDY, KIEDY PANOWIE OBSYPUJĄ WAS WIATAMI.
Moje drogie Panie, Damy, Kobiety, Dziewczyny i Dziewczynki. Jeśli ten kwiatek jest dziś konieczny, to dostajecie go właśnie ode mnie. Malowany. Dla Was. Od serca...no i bez brokatu.
Ja też sama sobie zrobię dziś miły prezent spędzając czas z pięcioma najważniejszymi kobietami mojego życia. I kupię sobie nową szminkę. I uśmiechnę się do siebie nie raz.
A dla Was, prócz kwiatów, mam jeszcze 15% rabatu na cały asortyment sklepu - częstujcie się, przebierajcie do woli.
KLIKNIJ I ZOBACZ OFERTĘ SKLEPU - WYBIERZ SOBIE PREZENT
Bez czego Wy nie wyobrażacie sobie Dnia Kobiet i czym jest dla Was kobiecość?
Bardzo chciałabym poznać Wasze opinie - piszcie w komentarzach.
Już marzec. Ten rok znów zaczął się bardzo intensywnie i kolejne tygodnie wręcz uciekają mi między palcami. Też tak macie?
Jest zimno. Tak naprawdę. A ja nie jestem miłośniczka tropików i Ci, którzy mnie znają, wiedzą o tym doskonale. Nie dla mnie gorące plaże i drinki z palemką. Jednak temperatury minus piętnaście stopni Celsjusza gdy rano odwożę dzieci do szkoły - to troszkę za zimno. Takie mrozy bez mrugnięcia okiem toleruję...na narciarskim stoku. Ze skrzypiącym pod butami śniegiem i słońcem grzejącym w twarz. Ach....rozmarzyłam się.
Samo wyczekiwanie wiosny i pierwsze nieśmiałe wietrzenie pracowni skłoniło mnie do nieplanowanych przemeblowań, mini remontu i wielkiego sprzątania. Tak działa tylko zbliżająca się wiosna!
Tymczasem nie o nartach i o sprzątaniu dziś miało być, a o kartce z kalendarza. To już trzeci raz razem z Wami powstawała kolejna akwarela podczas LIVE na instagramie? Kto z Was był ze mną?
Temat przewodni? Wiosenne roztopy.
Dlaczego tak smutno, gdzie zieleń, jajka i zajączki?
Wszystko w swoim czasie. Przedwiośnie, to taki czas który lubię bardzo. Ziemia powoli rozmarza, pachnie, topnieją ostatnie śniegi i lody. Rano wdycham świeże wilgotne powietrze, niecierpliwie wyglądam w ogrodzie pierwszych pączków na drzewach, pierwszych główek krokusów. Nic, że czasem błoto, ale to poranne słońce, które wstaje coraz wcześniej i coraz dłużej z nami zostaje.
Dlatego też marzec to ten miesiąc przełomu. Połączenie zimowych mrozów i wiosennego powietrza. To wszystko zamknęłam dla was w tej akwareli - mam nadzieję, że będzie Wam towarzyszyć przez cały miesiąc.
PLIKI KALENDARZA MARCOWEGO:
przystosowane do wysokiej jakości druku (min. 300 dpi),
do wydrukowania na każdym rodzaju papieru formatu A4 (29,7 x 21 cm) - nie ustawiajcie marginesów przy drukowaniu,
zapisany w formacie PDF do druku i formacie JPEG jako tapeta na smartfony i tablety,
do wykorzystania w celach prywatnych,
zabroniony do użytku komercyjnego, kopiowania i udostępniania w celach zarobkowych.
Nowy miesiąc, nowe wyzwania, nowe kalendarze dla Was do pobrania.
Już wiem, że ten rok będzie dla mnie rokiem wyzwań. Postanowiłam rozwijać swoje umiejętności i uczyć się nowych. Zwłaszcza tych, które mają związek z malowaniem, rysowaniem i farbami. Czeka mnie wiele zmian, ale dziś nie o tym...
Dziś z ogromną przyjemnością oddaję w Wasze ręce trzy nowe - lutowe - wersje kalendarza.
PLIK KALENDARZA DO DRUKU :
przystosowany do wysokiej jakości druku (min. 300 dpi),
do wydrukowania na każdym rodzaju papieru formatu A4 (29,7 x 21 cm) - nie ustawiajcie marginesów przy drukowaniu,
zapisany w formacie PDF do druku,
do wykorzystania w celach prywatnych,
zabroniony do użytku komercyjnego, kopiowania i udostępniania w celach zarobkowych.
TAPETY NA TELEFONY I TABLETY :
w formacie 1200 x 1920 px - tapeta na tablety,
w formacie 1086 x 1920 px - tapeta na smartfony.
zapisane w formacie PNG,
do wykorzystania w celach prywatnych,
zabronione do użytku komercyjnego, kopiowania i udostępniania w celach zarobkowych.
Dla wszystkich, którzy chcą mieć akwarelowy las w swoim domu przez cały rok, w sklepie pojawiła się akwarela w formacie A4, bez nadruku lutowego kalendarza. Styczniowy obrazek cieszył się tak ogromnym powodzeniem, że tym razem cyfrowy print oryginalnego obrazka od razu trafił do sklepu.
Będzie mi ogromnie miło, jeśli pokażecie kalendarze w ich nowych domach - piszcie do mnie, przysyłajcie zdjęcia, oznaczajcie mnie na instagramie i facebooku .
Po spektakularnej, niemal niemożliwej do zrealizowania akcji ratunkowej w Himalajach, na Nanga Parbat w miniony weekend, przeczytałam masę gorzkich komentarzy pod adresem wszystkich himalaistów. Komentarzy wstukanych ze złością w klawiaturę w ciepłym domu, z perspektywy kanapy.
"Po co tam lazł?"
"Dlaczego ZA MOJE PIENIĄDZE ktoś ma go ratować?"
"Co za samolub, zostawił żonę i dzieci".
"Chciał zginąć to ma, nikt go w góry nie wyganiał".
Rozczaruję komentujących - nikt nie wyszarpał nikomu błogosławionego pięćset plus z portfela, by sfinansować wyprawę ratunkową i helikopter z bazy pod K2 na Nanga Parbat.
Ten podobno "samolubny, egoistyczny człowiek" - Tomek Mackiewicz - był dorosłym facetem, który lata temu wygrał swoje życie. Po błędach młodości dostał je po raz drugi i wykorzystał tę szansę. Z nowego życia czerpał garściami, odnalazł to, co go uszczęśliwiało, odnalazł swój cel. Myślę, że był szczęśliwy, robiąc to, co kocha. Do końca. I nie poszedł w górę, bo chciał zginąć, choć może trudno jest zrozumieć jego decyzje osobom chodzącym po płaskim, głównie między domem, a drzwiczkami auta. Poszedł tam, żeby żyć.
I wiem, wiem, rozumiem sprzeczne emocje, jakie budzi jego postawa. Postawa każdego, kto ryzykuje własne życie by robić coś niebezpiecznego. Ale trzeba umieć zachować te emocje - zwłaszcza negatywne - dla siebie, przepracować je w sobie. A przede wszystkim nie zamieniać ich na inwektywy, nie obrażać i nie pluć jadem wokół.
Nikt nie wymaga od nas zrozumienia swoich wyborów. Ani Himalaiści, ani kaskaderzy, kierowcy wyścigowi, strażacy, policjanci, górnicy, sportowcy, surferzy, skaczący ze spadochronem, nurkujący. Wiele zawodów i hobby niesie za sobą wielkie ryzyko. Czy z tego powodu musimy być obiektem agresji tych, którzy naszej pasji nie rozumieją? A może powinniśmy przestać to robić, by ich zadowolić.
Ryzyko w górach zawiera w sobie możliwość śmierci. Bo góry, zwłaszcza te najwyższe, mogą być niebezpieczne. Ale nikt z alpinistów nie myśli o śmierci i tym bardziej nie idzie w góry po to by z nią igrać. Alpinistom, którzy w górach zapłacili za swoją pasję najwyższą cenę winni jesteśmy pamięć.
-Wanda Rutkiewicz-
Tyle. Pamięć. Szacunek. Może chwilę zadumy. Krótką modlitwę. NIC WIĘCEJ. Nie potrzebują naszych osądów, retorycznych pytań "po co". Ich rodziny nie potrzebują fali nienawiści, złośliwych komentarzy. Nie wolno nam oceniać tego jaką drogę do szczęścia obierają inni. Nie wolno nam tej drogi negować.
Wolno nam za to akceptować to, że każdy z nas ma inne potrzeby, marzenia i ma prawo żyć tak, jak chce. Jego szczęście nie musi być naszym. I nie będzie.
Mam ostatnio coraz silniejsze wrażenie, że my, Polacy, nie lubimy ludzi z pasją, szczęśliwych, ludzi żyjących po swojemu. Są jak sól w oku. Jak bolący wrzód na dupie. Irytujący, z tym swoim uśmiechem, osiągnięciami, marzeniami, które się spełniają, radosną determinacją. Bo co oni tam wiedzą o życiu, nie?
Jak bogaty, to pewnie ukradł. Jak uśmiechnięty, to pewnie coś brał, może ćpun jakiś. Jak podróżuje - to pewnie za NASZE pieniądze. Jak realizuje swoje pasje - to pewnie kosztem swoich biednych dzieci, no i naszym rzecz jasna. Jak wysportowany, to pewnie na sterydach...
Taka Martyna Wojciechowska.
N motocyklach się rozbija, na ośmiotysięczniki wchodzi, wciąż ryzykuje, wraca poraniona. Wciąż tylko praca i praca, program i program. A tam w domu dziecina, sierotka Marysia, sama samiuteńka.
No przecież MY matki Polki byśmy tak nie mogły! My dla dzieci wszystko. Dla nich rezygnujemy z każdej przyjemności życia. Bo MY wiemy lepiej co dla Marysi dobre!
Widzieliście kiedyś zdjęcia Marysi z mamą? Jak one się sobą cieszą? Jak wspólnie spędzają czas, dzielą zainteresowania? Ile tam przeżyć, emocji, radości upchniętych w każdej podarowanej minucie...
O, albo Owsiak.
Co tam miliony na sprzęt ratujący życie, co tam karetki, tysiące uratowanych istnień, świadectwa ludzi, którzy żyją dzięki JEGO PASJI i ZAANGAŻOWANIU. Co tam fakt, że od ponad ćwierć wieku łączy ludzi na całym świecie, przeprowadzając zbiórki na skalę, o której nikt nigdy wcześniej nawet nie marzył. On nie może być przecież taki szczęśliwy tylko z tego powodu, że pomaga innym. MUSI coś przecież kraść na boku. Przecież te jego oprawki i czerwone jeansy to krocie muszą kosztować. A już na pewno wyrywa z gardeł bardziej potrzebującym uczciwym fundacjom - dobrze, że Ojciec Rydzyk ma wsparcie u bezdomnych z mercedesami...ufff....
Mnóstwo we mnie emocji uzbierało się w ostatnim czasie. Negatywnych niestety. Aż ten weekend uświadomił mi, że ich nie chcę. Nie potrzebuję. Męczą mnie. Są jak ciężki plecak, którego nie chcę dźwigać dłużej, bo ściąga mnie w dół, spycha z mojej drogi.
Tak się zastanawiam - czy dla tych internetowych obraźliwców to też nie jest męczące?
Takie szukanie wad, ciągłe krytykowanie, doszukiwanie się podstępu, SPISKU? Czy ta choroba naszego narodu będzie dalej postępować, aż opary absurdu przesłonią nam zdrowy rozsądek i człowieczeństwo bardziej niż sam smog? Ja wciąż mam nadzieję, że nie....Jeszcze ją mam...
A gdyby tak zrobić eksperyment?
Odrzucić wszystkie swoje dotychczasowe wyobrażenia o tym jak POWINNO wyglądać życie. Ale TYLKO MOJE. Potraktować je jak czystą kartę. Potem zapisać ją po swojemu, swoimi marzeniami, planami.
Ale pisać tylko po SWOJEJ KARTCE. Nie bazgrać innym.
(...) Nie jest łatwo mieć marzenia, chociaż każdy je ma. Ale tylko kilku ludzi pracuje, aby je spełnić. Zresztą wykręca się wymówkami: nie mam pieniędzy, nie mam stabilności finansowej, bla, bla, bla. To tylko wymówki, które mają nas powstrzymać przed przekroczeniem granicy codzienności i wkroczeniem we własny projekt życia (...)
-Simone Moro-
WKROCZCIE WE WŁASNY PROJEKT ŻYCIA!
Jeśli naszym marzeniem jest spędzenie życia na kanapie - to czemu nie? Róbmy to, ale nie krytykujmy tych, którzy wolą inaczej. Jeden będzie grał w szachy, drugi biegał ultra-maratony, trzeci nurkował w Egipcie, czwarty szydełkował, a piąty wspinał się na ośmiotysięczniki. I każdy z nich może być szczęśliwy. Będzie szczęśliwy, jeśli mu na to pozwolimy i przestaniemy mierzyć go własną miarą.
Nie bądźmy Januszami-ekspertami od cudzych żyć!
Żyjmy i dajmy żyć innym. Po swojemu. Zdobywajmy swoje "góry". Pozwólmy sobie i innym robić szalone (może nawet głupie w naszym postrzeganiu świata) rzeczy, popełniać błędy i płacić za nie. Żyjmy tylko na własny rachunek.
A o Tomku pomyślmy ciepło choć przez chwilę. I uszanujmy ciszę, o którą prosi rodzina. To jest ich czysta cicha kartka, którą muszą zapisać sami...
"(...) alem wszedł w zerwy twoich skał i wydostałem się na szczyt. Tam stałem długo szczęścia syt, Wiatr mnie poranku w wieczność zwiał"