Słuchałam rano, gdy pogarda dla drugiego człowieka wylewała się z ust wykształconego i ponoć bogobojnego gościa programu porannego. Słucham w południe, jak zawsze. Temat - czy Polska powinna przyjąć dzieci z Syrii?
I jad, strach, wrogość, niezrozumienie - wszystko to pod maską religii i wiary chrześcijańskiej.
I nareszcie komentarz słuchaczki pod koniec
"Wstyd mi, że jestem Chrześcijanką w tym kraju.
Jesteśmy chrześcijanami od wieszania krzyży(...)"
I TAK, TAK! Jak bardzo się zgadzam!
Coś znów pękło i zamiast zaplanowanej pilnej pracy siedzę i smaruję te słowa. Bo mam tak serdecznie dość.
Dawniej machano szabelką. Dziś macha się krzyżem. W niedzielę stoją w pierwszej ławce z dłońmi złożonymi jak na I Komunii. W poniedziałek pełni zawiści, strachu, zazdrości przepychają się łokciami i idą po trupach. Tacy mali. Tacy żałośni.
"Przyjmujmy tylko dzieci chrześcijan",
"Polska dla Polaków",
"Zniszczą cywilizację chrześcijańską w Europie".
Nie się zniszczyć czegoś, co ma mocne podwaliny. I właśnie dlatego tak głośno krzyczą ci "wierni"! Bo strach jest silniejszy. Bo tu nie czuć gruntu pod nogami, żadnych fundamentów i moralnego kręgosłupa.
O jasna Aniela, a może mnie przez przypadek dali inna Biblię do czytania! Ależ niefart!
Babciu moja kochana, tyle lat mnie w nieświadomości trzymałaś i do niewłaściwego kościoła prowadziłaś. Co robić teraz, jak żyć?Teraz wszystkiego się od nowa muszę nauczyć, żeby się móc Katolikiem w kraju nazywać.
A może po łebkach czytałam po prostu i najważniejsze fragmenty z podświadomości wyparłam?
Kiedy wyzywał, obmawiał?
Kiedy zależało mu tylko na gromadzeniu dóbr, pieniędzy, stanowisku, kiedy oszukiwał, kradł i mordował w imię Ojca?
Kiedy mówił "Ja jestem lepszy od Ciebie", tamci są gorszego sortu?
Mali, mali ludzie.
Nie zasłaniajcie się krzyżem i wiarą, od której odeszliście dawno temu.
Wstyd mi. I tyle. Aż tyle. Bo nigdy nie będę się wstydzić swojej wiary. Wstyd mi za tych, którzy chowają się za słowami i wartościami, których nie znają, nie szanują i nie rozumieją.
Poznajcie najważniejsze i najpiękniejsze i najtrudniejsze przykazanie, które jest PODSTAWĄ wiary chrześcijańskiej.
Będziesz miłował Pana Boga swego, z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich, a bliźniego swego jak siebie samego. (Mt 22,37-40)
Myślę, że w naszym wielce katolickim kraju niejeden ateista czy agnostyk żyje bardziej po chrześcijańsku. Bo tu nie o krzyż w szkole i niedzielną mszę chodzi, a o bycie dobrym człowiekiem. Po prostu.



