Pod ostatnim postem WSTYD MI zalała mnie fala komentarzy. W mediach społecznościowych rozgorzała gorąca dyskusja – i cieszę się, że
tak się stało. Wiele osób wyraziło słowa poparcia, wiele też napisało, bym zajęła się swoimi drewienkami,
że na polityce i religii się nie znam i g*** wiem, katoliczka ze mnie żadna, że jak każda
ostatnio celebrytka (no to ubawiło mnie setnie, do łez wręcz) wywnętrzam się publicznie,
a poza tym to od kiedy interesuję się tym co się dzieje w kraju i skoro jestem tylko
blogerką wnętrzarską. Lepiej niech siedzę cicho i piszę o tym swoim dizajnie,
a ważne sprawy zostawię wiedzącym lepiej, bardziej, mocniej.
Jeśli jeszcze do
niedawna choć przez chwilę zastanawiałam się przed publikacją własnych poglądów
to ostatnie wydarzenia wyleczyły mnie z tej przypadłości całkowicie.
It’s a miracle!
Być może część z Was po przeczytaniu tego posta się obrazi,
odejdzie i nigdy nie wróci. Godzę się na to. Godzę się, ponieważ
tak samo jak
mam świadomość, że bez czytelników bloger nie istnieje, tak samo mam świadomość
tego, że nigdy nie zrezygnuję z własnych poglądów w obawie przed utratą czytelników
właśnie.
To jest mój blog. To jest miejsce , które stworzyłam i z
którym się utożsamiam. Jeśli publikowane tu treści Tobie nie odpowiadają – nie czytaj.
Możesz usunąć bloga z obserwowanych, wypisać się z subskrypcji, kliknąć taki
mały krzyżyk w prawym górnym rogu i zapomnieć adres na wieki. Nic prostszego.
Tak, mam coś do powiedzenia i nie, nie pozwolę sobie zamknąć
ust tak długo jak długo w tym kraju będzie istnieć swoboda wypowiedzi. Posypią się statystyki? Nie dla nich piszę.
Jeśli masz inne poglądy i chcesz ze mną na ich temat KULTURALNIE
podyskutować – chętnie! Ale miej na uwadze, że jeśli uderzysz we mnie
personalnie, obrazisz mnie inwektywami, bez mrugnięcia okiem skasuję komentarz
i zapomnę o nim w ułamku sekundy.
Pstryk.
O czym to było?
Jestem rzemieślnikiem. Jestem matką. Jestem kobietą. Jestem
Polką. Żyję tu, mieszkam i pracuję. Myślę,
czuję, decyduję. Nie zamknięto mnie w hermetycznej bańce mydlanej oderwanej od
rzeczywistości i codzienności.
Jestem blogerką, może po części wnętrzarską, choć jeśli
faktycznie tu zaglądasz to wiesz przecież, że wiele tu innych tematów. Dlatego gdy czytam w komentarzu, że „do tej
pory zaglądałam/zaglądałem, ale od dziś już nie”. Pozostaje mi tylko bez żalu
pomachać na pożegnanie. Nie zaboli mnie to, nie zapłaczę, trud daremny.
Jeśli zrezygnujesz z czytania mojego bloga tylko dlatego że mam odmienne zdanie – nie jest to dla mnie powód do rozpaczy. Ani powód do zmiany poglądów lub co gorsza – ukrywania ich by Cię zadowolić.
A swoją drogą – zrezygnujesz też z leczenia się u
najlepszego lekarza specjalisty gdy będzie miał inne niż Ty poglądy?
A może powiesz dyrektorowi banku, żeby się zajął lepiej
obserwacją SPREADów, bo przecież o polityce nie ma prawa nic wiedzieć?
Jest takie piękne hasło wypisywane na plakatach
motywacyjnych.
BE A VOICE, NOT AN ECHO
Więc tym jestem. I będę
nadal. Głosem. Moim własnym. Nie echem polityków, księży, dziennikarzy,
czytelników, Twoim.
Pozdrawiam Cię więc głośno i wyraźnie!


