Gdyby pozwolić Matyldzie
decydować… no właśnie. Co by było gdyby?
„Mamuś, mogę zrobić sobie przemeblowanie w pokoju?”
Powiedziałabym:
„NIE. Tak jest ładnie i funkcjonalnie i nie ma takiej potrzeby”.
Następnie mój córka strzeliłaby
klasycznego focha, a przy okazji może strzeliłaby też drzwiami. Nie powiem, co
strzeliłoby mnie.
Taka rodzinna sytuacja.
Powyższa rozmowa nie miała
miejsca. Któregoś letniego dnia moja córka po prostu wstała rano i zrobiła
przemeblowanie. Kiedy zawołała mnie bym oceniła jej pracę – dumna z siebie jak
paw – moją pierwszą reakcją była złość, że nie zapytała mnie o zdanie. Trwało
to parę sekund, bo gdy otworzyłam drzwi jej pokoju złość szybko zastąpił
podziw! Ona to naprawdę pięknie wymyśliła!
Zrobiła projekt na kartce papieru,
przeanalizowała rozmieszczenie mebli, wybrała kolory.
Pomyślałam sobie, że moje dziecko jest bacznym obserwatorem otoczenia i jak bardzo na to co robi ma wpływ to co robię ja. Ma ogromne wyczucie estetyki. I pomyślałam też, jak ja – jej mama – czasem ograniczam ten piękny, chłonny i łasy na nowe umysł głupimi zakazami. Jak mogę stłumić w zarodku talent, radość tworzenia, nie pozwalając jej działać, próbować, sprawdzać.
Pokój małej dziewczynki zmienia się na moich oczach w pokój młodej
dziewczyny. Choć moja córcia jest dla mnie jeszcze taka malutka! Miejsce do
nauki wybrała starannie słuchając mojej rozmowy z koleżanką na temat urządzania
kąta do pracy. Zadbała o to, by biurko oświetlało światło dzienne. Na szczęście
okna dachowe VELUX , które mamy zamontowane na całym poddaszu, zapewniają dość
światła w jej pokoju i biurko znalazło się tuż przy nich. Na samym biurku
zapanował porządek – choć nie mam złudzeń co do tego, że na krótko – wszak
oprócz upartości odziedziczyła po mnie także zdolność do zrobienia twórczego
bałaganu w nanosekundę.
Ikeowe białe komody MALM na zabawki i
ubrania stanęły pod skosami i choć mnie jest nieco trudniej dostać się do nich
to Matylda stanie w tym kącie bez problemu. Pozbierała ramki poupychane w kartonach i sama zrobiła sobie rodzinną galerię zdjęć. Bujany fotel został oddelegowany do
naszej sypialni, a miejsce do czytania książek i słuchania muzyki powstało pod
półkami z książkami. Wystarczyło oddać stertę piętrzących się tam pluszaków. Nadal czeka na mnie obszycie materacyka z kawałka dociętej na wymiar gąbki i wzorzystego materiału z IKEA. Nasz księgozbiór stale się powiększa, dlatego wieczory należą do bardzo przyjemnych. Jeśli oczywiście dzieciaki w porę odrobią lekcje i zdołają umyć się przed 22.
Nad łóżkiem Tuśki zamontowaliśmy
latem półki HEX. Moje dziecko prosiło o nie od bardzo dawna, a ja choć robię je
już niemal seriami, zawsze odkładałam to na później. Tym razem się udało. O aranżację
półek zadbała sama właścicielka. Jakże by inaczej! W pokoju pojawiają się powolutku także nowe kolory, bo Matylda - tak jak ja - bardzo lubi przemeblowania i razem ze mną śledzi wnętrzarskie nowinki. Dlatego niebawem nastapią kolejne zmiany.
Pod kolejnym oknem dachowym
stanął keyboard – nowa pasja Matyldy. Jeszcze nie rozpoczęła pracy z
nauczycielem, ale już sama wygrywa proste melodie. Keyboard męża – przejdzie
malutki kosmetyczny lifting niebawem, by jeszcze lepiej dopasować się do
dziewczęcego wnętrza. A mnie cieszą ogromnie kolejne instrumenty – po gitarach
i bębnach, które pojawiają się w naszym domu i pokojach dzieci.
Najtrudniej było mi zaakceptować
fakt, że moja córa nie chce już bawić się kuchnią, którą wykonaliśmy z M na jej
trzecie urodziny. Robiliśmy ją późnymi wieczorami, w piwnicy mojego taty. Od
projektu aż po ostatni detal wykonaliśmy ją we dwójkę. Mam do niej ogromny
sentyment, ale nie zatrzymam czasu. Mam nadzieję, że znajdzie nową
właścicielkę, której zapewni dobrą zabawę i miłe wspomnienia.
W zamian za kuchnię Matylda poprosiła o …
toaletkę. Tak, to już ten czas kiedy pluszowe zabawki zostają powoli zastąpione
przez lusterko, przybory do czesania, perfumy. Na letniej kolonii młoda
nauczyła się robić własne mydełka, peelingi i błyszczyki i od tej pory
namiętnie trenuje tę umiejętność pozbawiając mnie większości pojemniczków od
szminek wraz z ich zawartością.
Nie byłabym sobą, tą Aną od
drewna, gdybym po prostu kupiła jej mebelek z sieciówki. Postanowiłam tworzyć
kolejne miłe wspomnienia i zrobić toaletkę sama. Jeszcze jej nie zobaczycie,
jeszcze stoi w warsztacie, ale myślę, że Wam się spodoba. Tym razem nie będzie
niespodzianki dla Matyldy – ona tworzy ją ze mną! I do niej należą ostateczne
decyzje o kształcie i kolorach nowego mebla.
Dlatego apeluję i do Ciebie.
Pozwól dziecku decydować!
Może nie o wszystkim, granice są
potrzebne, ale o tym co ubiera, co chce zjeść na śniadanie czy jaki kolor chce
mieć w pokoju. Sama nie jestem w tym dobra, ale uczę się tego razem z dziećmi.
One wybaczają mi na szczęście moje błędy i ten niepotrzebny stupor, w który
wpadam powtarzając „nie” i „nie”.
Dlaczego nie może lalce obciąć włosów? Przecież to jej zabawka. Matylda poszła o krok dalej i nawet je zafarbowała - ombre rzecz jasna :) Pastelami.
A Wy na co pozwoliliście ostatnio swoim dzieciom?




0 comments:
Prześlij komentarz