Większość z nas słysząc zwrot "bajki dla dorosłych" pomyśli pewnie w pierwszej kolejności o powieściach pokroju "Pięćdziesiąt twarzy Grey'a". Nie o nich jednak chciałabym dzisiaj napisać, a o bajkach z morałem. O przypowieściach. I o tym co ze sobą niosą.
Rzadko czytuję wiersze i poezję w ogóle. Mam swoich ulubionych poetów - Ks. Twardowskiego, Wisławę Szymborską i Marię Pawlikowską-Jasnorzewską. Do tej pory jednak zaczytywałam się głównie w powieściach sensacyjnych, kryminałach, thrillerach. Nadal je uwielbiam (o czym może świadczyć moja biblioteczka), choć ostatnio dołączają tam reportaże (o górach i wspinaczce), biografie i poradniki.
Jednak pojawiły się jeszcze...bajki. A właściwie opowieści z morałem, opowiadania medytacyjne (jak Paulo Coelho czy Anthony de Mello).
Zaczęło się od ... jogi. Każde zajęcia kończą się fazą relaksacyjną podczas której słuchamy bajek czytanych przez instruktorkę. O życiu, o nie odkładaniu przyjemności na później, o szukaniu winy w innych zamiast w sobie. o tym jak słowa mogą ranić. Ważne tematy w kilku zdaniach. Bez zmyślnej fabuły i zawiłych opisów. Sprawiają, że wracam do domu zrelaksowana dzięki ćwiczeniom, oddychaniu, ale też poczuciem dobrze spędzonego czasu. Czuję, że czegoś się nauczyłam, coś zrozumiałam.
Macie ochotę na jedną ze znanych mi już bajek?

|
BEZCENNY CZAS
Zbigniew Królicki, "Bajki chińskie"
W kolejce w aptece stało kilka osób, trochę zniecierpliwionych. Obsługiwana
przez farmaceutę kobieta w średnim wieku nie mogła zdecydować się na rodzaj
pasty do zębów oraz wielkość i twardość szczoteczki. Popisywała się znawstwem
przedmiotu, tłumaczyła farmaceucie, jak jest to ważne zagadnienie dla jamy ustnej, zmieniała zdanie, marudziła. Stojący za nią starszy mężczyzna próbował bardzo grzecznie wpłynąć na jej decyzję i przyspieszyć obsługę.
- Bardzo panią przepraszam - zwrócił się do kobiety - ale ogromnie mi się
spieszy. Może zastanowiłaby się pani gdzieś na boku i podjęła ostateczną decyzję,
a w tym czasie pan obsłużyłby kilka osób
Kobieta, wyraźnie poirytowana zwróceniem jej (!) uwagi, spojrzała na niego
zimno i nieprzyjemnie i w nonszalancki sposób odpowiedziała:
- A gdzież to
takiemu staruchowi jak pan może się jeszcze spieszyć?
Przez jej twarz przeleciał
szyderczy uśmiech.
W aptece zrobiło się bardzo cicho. Starszy mężczyzna uśmiechnął się do niej
i spokojnie powiedział:
- Szanowna pani, mam siedemdziesiąt lat, w moim wieku każda minuta jest bezcenna.
- O, niech pan nie przesadza - kobieta nie zmieniała tonu – jeszcze pan zdąży. Co, spieszy się pan, bo czeka na pana jakaś „specjalna okazja”?
- dokończyła już wyraźnie złośliwie i nieprzyjemnie. Mężczyzna popatrzył jej prosto w oczy i zaczął mówić:
- Dwa lata temu
otworzyłem szufladę w komodzie mojej żony i wyjąłem z niej płaski karton, w
którym była jej piękna jedwabna bluzka z przepiękną, ręcznie haftowaną koronką.
Kupiłem ją jej trzydzieści lat wcześniej, gdy po raz pierwszy byliśmy w Nowym
Jorku. Nigdy jej nie założyła, czekała z tym na jakąś specjalną okazję.
Dobrze, pomyślałem, dzisiaj jest ta specjalna okazja. Zbliżyłem się do jej łóżka i położyłem tę śliczną bluzkę, obok innych rzeczy przy jej głowie. Niedługo zaczną
ją ubierać do trumny. Po krótkiej, gwałtownej chorobie dzień wcześniej
zmarła.
Kobieta spuściła wzrok.
Każdy dzień, który przeżywamy - kontynuował starszy pan - jest tą specjalną
okazją. Nasze okazje już minęły. Nie wolno tracić czasu i odkładać wszystkiego
na potem.
Od tego dnia więcej czytam, a mniej sprzątam.
Siadam na tarasie
i rozkoszuję się urodą okolicy bez poczucia winy, że nie wyplewiłem ogródka.
Spędzam jak najwięcej czasu z moimi bliskimi i przyjaciółmi, a mniej się
martwię jutrem.
Zrozumiałem, że życie to ciągłość doświadczeń, które trzeba
przeżyć w radości, a nie próbować je przetrwać lub ścierpieć.
Już niczego nie
odkładam na potem.
Piję codziennie z moich antycznych kryształowych kieliszków.
Zakładam nowe ubranie na zakupy w hipermarkecie, jeżeli tylko mam na to
ochotę.
Nie zachowuję moich najlepszych perfum na specjalne wizyty, tylko
używam ich codziennie, kiedy pragnę poczuć je na sobie.
Wyrzuciłem ze swojego
słownika zwroty: „może kiedyś”, „pewnego dnia”.
Jeżeli coś jest warte zobaczenia,
usłyszenia lub przeżycia, chcę to zobaczyć, usłyszeć i przeżyć teraz.
Każdego dnia rano powtarzam sobie, że ten dzień jest wyjątkowy i dzisiaj czeka
mnie coś naprawdę ekscytującego.
Każdy dzień, każda godzina, każda minuta
jest nią.
Dlatego, niech mi pani wybaczy, nie mogę sobie pozwolić na ich bezsensowne
tracenie w kolejkach.
Czy odnajdujecie w tej opowieści siebie? Ja odnalazłam. I bardzo mnie to zmartwiło. Ale też ucieszyło, bo jeszcze tyle przede mną. Mogę dostrzec to wcześniej niż jako staruszka. Mogę cieszyć się każdą chwilą. Precz ze "specjalnymi okazjami" i czekaniem na to "najważniejsze", które ma się wydarzyć. Liczy się TU I TERAZ.
|
0 comments:
Prześlij komentarz