Nie jem glutenu od ponad dwóch lat. Tak naprawdę nie zauważam tego już na codzień. Ale kiedy wychodzę"do ludzi" nagle uświadamiam sobie, że to nie jest jednak "NORMALNE" i nadal budzi mieszane uczucia. Wiem, dieta bezglutenowa to hit ostatnich lat, wszyscy na niej są. Ale nie wszyscy muszą. I nie wszyscy powinni. Uważam, że dobre zboża - jak żyto czy orkisz i owies nie powinny być ot tak wykluczane z diety. Dla kaprysu lub mody. Jasne, biała mąka tak naprawdę nie powinna pojawiać się w zdrowej kuchni (ale jakże smakują naleśniki z niej sporządzone - doceni tylko ten, komu ich zabroniono!). Ale do brzegu.
Moja dieta nie jest dietą , jak widać na zdjęciach nie jestem kruszyną :) Można dobrze i smacznie zjeść nie patrząc nawet w stronę produktów z glutenem. To raczej styl życia, wymuszony co prawda, bo należę do tych szczęsliwców uczulonych na gluten, ale jednak w pełni przeze mnie akceptowany i lubiany. Ja lubię jeść, lubię nowe smaki, lubię eksperymenty w kuchni, zwłaszcza te słodkie. Lubię zaskakiwać tych, którzy na wieść o mojej przypadłości robią smutną minę i tak bardzo mnie żałują. Bo ja taka biedna, nic mi nie wolno.
Dziś apeluję i przekonuję. My - tak zwane BEZGLUTY - naprawdę nie głodujemy. Nie jesteśmy biedni, poszkodowani i wytrąceni poza nawias społeczny. Nie ukrywamy się w naszych domach, lubimy spotkania przy wspólnym stole i absolutnie nie chodzimy wszędzie ze swoim jedzeniem w plastikowych pojemniczkach.
Kochani znajomi, przyjaciele, rodzino. Nie bójcie się zapraszać nas na kolację czy kawę. Nie stawajcie też na głowie gdy dowiadujecie się o preferencjach gościa z nietolerancją.
Tak jak ja mam prawo odmówić spróbowania potrawy, która może mi zaszkodzić, tak Wy macie prawo nie wiedzieć o mojej chorobie lub nie znać zasad diety bezglutenowej. Nie dajmy się zwariować.
Jak to wygląda w praktyce? Pamiętam jak ogromnie spodobała mi się reakcja gospodarzy - Ani i Ricardo - na kolacji w Villi Świerkowa Dolina kilka miesięcy temu (zobaczcie TUTAJ). Muszę przyznać, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyli. Ricardo - znakomity kucharz, Włoch - zaserwował nam - a jakże! - makarony w różnych odsłonach. Na moją prośbę o podanie samego sosu na moim talerzu pojawiło się to samo danie...z ryżem. Nie było paniki, popłochu. Szybkie pytanie - możesz ryż? i już po wszystkim. Było pysznie, bez skrępowania z mojej strony i ze strony gospodarzy.
Ale nie zawsze tak jest.

0 comments:
Prześlij komentarz