Dziś ostatni dzień szaleństwa, kampanii wyborczych i namawiania. Ale i ja Was namawiać dziś będę!
Nie powiem Wam nic o programie, nie rzucę wyborczą kiełbasą, nie złożę obietnicy bez pokrycia.
Powiem tylko GŁOSUJCIE!
Raz na kilka lat możemy sami zadecydować o swojej przyszłości. Hasło górnolotne, oklepane i wyświechtane wszerz i wzdłuż. Ale nadal aktualne. Mamy PRAWO wybierać, mamy ogromny PRZYWILEJ oddania głosu, wywalczony po latach dyktowania nam co mamy robić i wybierania za nas. Jak łatwo jest narzekać cztery lata, a jak ciężko poświęcić minutę na postawienie jednego krzyżyka. Powiecie mi, że nie warto? Że mój głos nic nie zmieni, że już z góry wiadomo. Ze mój głos się NIE LICZY.
Otóż jesteście w błędzie. Liczy się i z nim liczyć powinni się inni. Nie pozwólcie innym decydować za siebie. Pozwolilibyście innym decydować na jaki kolor pomalować swój dom? Co dziś ubrać do pracy? Gdzie spędzić wakacje?
Namawiam, proszę i zaklinam - zagłosujcie w niedzielę.
Nie namawiam na kogo, wolną wolę mamy i PRAWO do własnych decyzji. Szanuję, choć może czasem nie rozumiem.
Nigdy nie zrezygnowałam z tego przywileju, od 15 lat mój głos się liczy. Od niedawna oddaję go jednak świadomie, nie idąc z tłumem, czasem wręcz idąc pod prąd. W niedzielę po raz pierwszy nie zagłosuję PRZECIW. Ze strachu przed tymi, co prowadzą. Nie boję się ich. Zagłosuję jak czuję, choćby mój głos był jedyny. Bo na wyborach jak w życiu.
Na co dzień słyszymy o wielkich przedsiębiorstwach, ich dotacjach, upadkach, pomocy, problemach. Stocznie, kopalnie.
A z czyich podatków utrzymuje się państwo? Z tych malutkich jedno, kilkuosobowych firm, firemek, co po cichu przędą swoją nić, oddając państwu lwią część zarobionych ciężką pracą pieniędzy. Nie mają czasu na protesty, namioty pod sejmem, nie mają związków zawodowych z megafonami i lista żądań. Z każdym dniem pracy na własny rachunek doceniam ich/nas co raz bardziej. Nas. Tych małych. Co raz na cztery lata mają wreszcie głos. I oddam go na tych małych, na których podobno głosować nie warto, bo się nie opłaca. czasami warto zrobić coś, co się nie opłaca, a pozostać z czystym sumieniem.
I nie chcę już słyszeć o kopalniach i stoczniach, że ludziom będzie się żyło godnie. I po kokardkę mam kłótni rodem z piaskownicy, tego, że są jakieś My i jakieś Wy, ośmiorniczek, pendolino, afer i kopania po kostkach. I płakać mi się chce gdy pomyślę o MILIONACH wydanych z budżetu na kampanie i reklamy w pasmie najwyższej oglądalności, z których nie dowiedziałam się niczego o programie. Za to wiem ile było afer i kto kogo wyraźnie nie lubi i jak wiele nienawiści i żółci wylewa się na Wiejskiej.
Wstyd mi. Wstyd za polityków, za ich oderwanie od rzeczywistości, nieszczere obietnice bez pokrycia i oszukiwanie ludzi. Wstyd mi za nas, że tego słuchamy, a co gorsza wierzymy. Wstyd mi za tych, którzy swoich czterech liter nie podniosą z kanapy w niedzielę. BO MACIE PRAWO, a z niego nie korzystacie. Może potrzeba, by ktoś Wam to prawo odebrał?
Chciałabym obudzić się w poniedziałek w tym obiecanym raju, utopijnej krainie, gdzie wszystkim żyje się lepiej. Obudzę się jednak w rzeczywistości, jak w każdy poniedziałek pójdę do pracy z głupią nadzieją, że droga władza da mi pracować, żyć i decydować o sobie, swoich poglądach, wierze i ciele. I tego sobie i Wam życzę!


"Mój głos się nie liczy - powiedziało 80% społeczeństwa". Każdy kto może powinien głosować wedle swojego sumienia. Albo nie głosować - i nie narzekać, że mu źle. W niedzielę głosuję na listę 7 i mam nadzieję na zmiany na lepsze. Jednak co by się nie stało - przynajmniej wie, że nie byłam obojętna.
OdpowiedzUsuńA co by było gdyby te 80% społeczeństwa oddało swój głos na wybraną partię? słysząc i czytając takie opinie płakać mi się chce nad ignorancją ludzi i sprytem polityków, którzy na tej ignorancji budują swoją potęgę.
UsuńDokładnie tak jest-każdy myśli-a co to da,że pójdę i zagłosuję,co się zmieni w tym kraju? Jedynie gęby przy korycie i tyle. Ale chyba lepiej samemu wybrać te gęby ;p Bo jednak wciąż iskierka nadziei się tli w człowieku.No a potem jest jak zwykle ;p
UsuńAle i tak pójdę na wybory :)
Pozdrawiam!
To przynajmniej w założeniu - 80% powinno być zadowolonych. Wiedzieli co wybierają. Ignorancja? Być może w twoich oczach. Tym niemniej każdemu życzę zadowolenia ze swojego wyboru.
UsuńOdważny wpis. Zobaczymy, co przyniesie nam poniedziałek i kolejne dni, miesiące - lata. Miłego weekendu.
OdpowiedzUsuńod jakiegoś czasu nie boję się mówić co myślę, chyba konsekwencja bycia "na swoim" :)
UsuńNapisałaś moje myśli. Zgadzam się w 100%. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję i liczę na to, że jest nas więcej!
UsuńJa idę na wybory :)
OdpowiedzUsuńto najważniejsze...naród wybrał, to znaczy połowa narodu, bo reszta czterech liter jednak nie ruszyła
UsuńPrzeczytałam z zapartym tchem,myślę podobnie, choć sklecić by mi było trudno.Byłam godzinę temu,przyznam że gdybym przeczytała Cię wcześniej zagłosowałabym inaczej,wyciągnełam lekcję na przyszłość.
OdpowiedzUsuńNajważniejsze, że głosowałaś! Ja nauczyłam się dokonywać własnych wyborów, nie iść za tłumem. szkoda, że jednak owczy pęd zwyciężył :(
UsuńFrekwencja taka, że witki opadają. A potem wszyscy płaczą ...
OdpowiedzUsuńA najsmutniejsze jest to, że specjaliści się cieszą z wysokiej frekwencji...wysoka? kiedy połowa uprawnionych nie raczyła się podnieść z kanapy? Może to i głęboki komunizm, ale wprowadziłabym OBOWIĄZEK glosowania
UsuńTak, każdy dorosły obywatel kraju powinien obowiązkowo przystąpić do głosowania, też tak sądzę.
Usuń